Image module
PARĘ SŁÓW

O mojej pracy

„Rzeka czasem zmienia zdanie”

 

Wystawa prac Joanny Turkiewicz-Dąbrowskiej – Centrum na Przedmieściu, Przedmieście Oławskie, ul. Prądzyńskiego 39A, Wrocław. 8 – 30 listopada 2024.

Joanna tworzy głównie akwarele, które zazwyczaj kojarzymy z delikatnością i ulotnością. Jednak czy coś może być zarazem efemeryczne i mocno określone? Obrazy Joasi takie są. Możemy też podziwiać, do jakiego stopnia artystka opanowała tę arcytrudną technikę, w której nie można zrobić błędu, nie można nic przemalować, a efekt nigdy nie jest do przewidzenia.
Wędrujemy przez te delikatne i rozświetlone, lecz zgeometryzowane światy, przez relacje i kładki nad urwiskiem. Przez abstrakcję, w której mamy powidoki ludzkich figur, albo zarys falującego górskiego pejzażu. Czy te światy są wyobrażone, przeżyte czy prześnione? Warto dać się w nie wkręcić, bo mienią się kolorami i coś nam opowiadają o nas, coś komentują, wchodząc nam w podświadomość jak pod skórę.

Dorota Jones-Olszanka

Zaczęło się…

 

od rysowania na kolanie. Na kolanie czyli ad hoc. Czyli w drodze, gdzieś po drodze, nie w pracowni.
Joanna Turkiewicz jest osobą szalenie ruchliwą, a ostatnio podróżowała więcej niż zazwyczaj. W podróży – wiadomo – bywają postoje. Trzeba czekać, na lotnisku, na przystanku, w kawiarni, w pociągu. A Joanna nie lubi siedzieć w bezruchu. Cienkopisem – przedłużeniem ręki – zaczęła zapisywać czas wędrówką linii po kartkach szkicownika. Bezwiednie, improwizując, ręka kreśliła, co jej dyktowały oczy, uszy, głowa. Efemeryczne doznania, strzępy otaczającego świata, materii żywej i martwej połączone ze skojarzeniami wynurzającymi się z pamięci, niekonkretnymi zarysami czegoś, co na moment zawisło w powietrzu, zamajaczyło – smuga, kreska, cień.
Rękę do rysowania ma wprawną, jako projektantka przedmiotów i wnętrz mieszkalnych, ułatwiających, usprawniających i uprzyjemniających życie. Jest również wprawiona w podejmowanie błyskawicznych, nieodwracalnych decyzji jako świetna, wieloletnia akwarelistka. Prowadzenie kreski, jej dialog z płaszczyzną, kształty, cieniowanie, to wszystko dzieje się na kartce papieru spontanicznie, jednorazowo, równolegle do czasu trwania. Takie notacje z bycia tu i teraz. Kadry rzeczywistości, tyle że nie zapisane fotografią a impulsem wyobraźni.
Chociaż inspiracją dla tych rysunków bywa przypadek, to świadomość podejmuje z nim grę, a końcowej kompozycji pilnują reguły harmonii, i nie ma tu chaosu. Również nie bez powodu są niekiedy wprowadzane akcenty koloru, dodatkowe rozbłyski ekspresji. Bo ekspresja – owa nieobojętność Joanny na świat, na rzeczywistość, oczywistość i nieoczywistość – to najważniejszy motyw jej twórczości. Więc i rysowania na kolanie.

Zofia Gebhard

„Nosze w sobie fioletowe zmierzchy z mojej praprzeszłości, nagie panny w igraszkach z centaurami w galopie…
Przepyszne wejrzenie żółtych dni słonecznych, /…/

Edith Sodergran „Fioletowe zmierzchy” tłum.Wojtek Niwiński

O poezji w malarstwie czyli twórczość Joanny Turkiewicz

 

Nieprzypadkowo sięgam po wiersz odległej w czasie i przestrzeni poetki skandynawskiej, którego fragment powstały dawno temu, tak subtelnie i lirycznie kojarzy mi się z malarstwem Joanny.
Delikatne, pastelowe akwarele malarki przyciągają uwagę nie tylko wrażliwych odbiorców, bo wobec znakomitości barw, ich ciepła, pogody i jednoczesnego zdecydowania wyrażanego niekiedy ledwie dostrzegalnym podkreśleniem przestrzeni, nie sposób pozostać obojętnym, przejść obok. Wysubtelniona delikatność nie jest lirycznym sentymentalizmem: opisywanym świecie fioletów, wrzosów, niebieskości, w złocistości traw, odległych horyzontach krajobrazów drży życie, ciągle wartkie, zaskakujące przemianami.
Patrząc na to malarstwo odkrywam nagle, że lekka barwa, przestrzeń, budowana jednorodnie, pozostaje w pełnym ruchu a wszystko to osiągnięto nie zamaszystym ruchem pędzla, lecz ledwie dotykalnym położeniem koloru.
Prawie muśnięciem są obrazy wydm, porośniętych trawą, a prawdziwym odkryciem było ich przypadkowe jak los ludzki, pojawienie się niegdyś na niewielkiej ścianie.

Wydmy:
„życie jak trawa wędrująca przez świat
Najszersza i najzieleńsza z rzek na wietrze”
są niezłym chwytem

Ich pozorna swojskość, spokój, bezpretensjonalność, zatrzymują niepostrzeżenie:
Cóż takiego się stało co każe się zastanowić?

A może właśnie:

„Trawa płynie w zakorzenieniu
Zawsze gotowa do drogi,
Zawsze zwielokrotniona, zwielokrotniona, zawsze razem
Trawa towarzyszy człowiekowi w wędrówce
I kłoni czoło przed wspomnieniem odchodzącym w niepamięć”

Myślę, że dla każdego obierającego twórczość artystki będzie ona jednak czymś innym: jednym przyniesie spokój i ukojenie, nostalgię i radość, dla innych będzie wędrówką po wspomnieniach.
I tych różnorodności wszystkim Państwu życzę

Grażyna Krzyżanowska-Figurska

Może właśnie dlatego,

 

że Joanna potrafi namalować wszystko, jest tak trudno określić jej artystyczną osobowość. Na pewno jednak najbardziej charakterystyczną cechą tej osobowości jest elegancja. To takie trochę niedzisiejsze pojęcie, zawierające w sobie upodobanie do perfekcji, pięknej formy, dbałości o detal i wykończenie. To również wnikliwe zastanowienie nad tym, by za każdym razem przeznaczenie – obrazu, projektu wnętrza, a nawet koncepcji – pomogło znaleźć indywidualny rys, charakter danej kompozycji.
Jeżeli malowanie jest dla Joanny jak pisanie wierszy – szukaniem syntezy własnej wizji świata czy nastroju to projektowanie wnętrz jest porządkowaniem, z jednej strony tworzeniem jedności z wielości elementów, a z drugiej – wydobywaniem owego sedna, owej duszy miejsca, która roztoczy urok i emanację swojej wewnętrzności na widza. To przywoływanie współdziałania, współistnienia, wzajemnej osobliwości. Trzeba być naprawdę wytrawnym artystą, żeby świadomie żonglować swoimi umiejętnościami i tyleż szafować nimi, co potrafić z nich rezygnować. Bo Joanna wie dobrze, że niedosyt jest lepszy od nadmiaru, a powściągliwość od gadulstwa. Dyskrecja, niedopowiedzenie, zatrzymanie się w progu – to też cecha jej sztuki. I ona również jest wyrazem elegancji.

Zofia Gebhard

Joanna maluje wiatr i powietrze.

Mira Poślednik

Akwarele Joanny Turkiewicz

 

Akwarela – jedna z najstarszych technik malarskich . Pierwsza, z którą – po kredkach zapoznają się dzieci. Stąd – tak popularna, a też i dlatego, że lekkiej urody i pozornej lekkości malowania.
A tymczasem akwarela to sposób malowania wymagający od artysty szybkości, precyzji, nieomylności. Bo tutaj nic nie można powtórzyć ani poprawić. Można, najwyżej zrobić wszystko raz jeszcze. Na nowo.
Sposób malowania zdeterminował niewątpliwie sposób myślenia o tej dyscyplinie malarskiej, której najważniejszą cechą stało się poddanie tworzywu, malowanie tak jak każą szybko schnące, pastelowe, przejrzyste, świetliste farby wodne.
Akwarele Joanny Turkiewicz są jednocześnie podporządkowane regułom tej gry i próbą odejścia od nich, poszukiwaniem na tę grę własnego sposobu.
Powietrzność i wodnistość patronują dużej grupie obrazów. To są te tradycyjne, łagodne pejzaże, liryczne i nastrojowe, malowanie zgodnie z farbą rozlewną w szerokie plamy przechodzące w siebie wzajem harmonijnymi niuansami. Pejzaże syntetyczne, obrazujące raczej niż odtwarzające, jak opowiadane „własnymi słowami” tego co widzę i co mi się podoba.
W tych pogodnych i pogodzonych obrazach pojawia się niekiedy wtręt – obce ciało – wydrapany do białości podłoża (papieru) geometryczny kształt. Ta integracja to jakby zapowiedź kolejnych już tym sposobem tworzonych i widzianych obrazów świata.
Są to widoki przesłonięte poprzecznymi, wydrapanymi do białości żłobinami. Sprawia to wrażenie oglądania świata „przez” – przez żaluzje na przykład – przez pryzmat czegoś sztucznego, obcego, stworzonego i ustawionego przeciw tym pejzażom. To coś – żłobiny – może być potraktowane jako chwyt formalny, który ożywia, wzbogaca obraz, ale może być też odczytane jako symbol, znak czasu, ostrzeżenie: oto jak wygląda ingerencja sztucznego w naturalne…
Jest jeszcze grupa obrazów, ukazująca wnętrze lasu, przekazywane zdawkowo jako kompozycje pni drzew i powietrza, światła między nimi.
Tu akwarela została podporządkowana obcym jej naturze, sztucznym układom i schematom a pejzaż potraktowany jako zapis pewnych jednoznacznych znaków, podlegających narzuconym, niemal automatycznym rytmom.
I znowu ten sposób malowania można zrozumieć jako pewien plastyczny pomysł kompozycyjny a można – jako zwrócenie uwagi na fakt, że oto naturalne przemienia się w sztuczne…
Akwarele są malarstwem kameralnym, cicho przemawiającym. I równie cicho wysłuchiwanym.
Joanna Turkiewicz próbuje tę ciszę przebić, rozbić, zdeformować a tym samym – zaistnieć ponad nią, poza, pomimo.
O to walczyć warto.

Zofia Gebhard